swiatokladka
Rok wydania: 2011
ISBN: 978-83-7745-158-8


[W 3018 roku świat opanowała moda na iluzoryczność i podróże percepcyjne.


(...)

Ludzie zapominali, skąd pochodzą, nie wiedzieli, do czego powinni dążyć, a także - komu mogliby ufać.
...


Rząd Kolejnej Ery nazywał ich „petentami”. Korporacja Williama Walkera używała określenia „klienci”, natomiast zwalczani przez władzę (a walkę tę popierał Walker) nielegalni handlarze ery cudów mówili o nich „pacjenci”.

Korporacyjne światy charakteryzowały się zatracaniem przez podróżnika kontaktu z tradycyjnym pięknem (poprzez osłabianie umysłu i reszty niewidocznego dla osoby odbywającej podróż fizycznego – „starożytnego” – organizmu), co z kolei prowadziło
do nadmiaru chaotycznych myśli i iluzji konieczności skorzystania z usług nielegalnych handlarzy percepcją.

Światy rządowe, na polecenie Szanownej Rady, miały być najbardziej ocenzurowane – Rząd Kolejnej Ery opracował w tym celu specjalny program społeczny zatytułowany: „Osiem słów, których Obywatele miasta Perfekcja powinni unikać: miłość, chaos, strach, manipulacja, wolność, porządek, matematyka, prawda”.]
 
     Fragment książki:

"A więc stało się – po raz kolejny ten sam rytuał; w biurowym radiu rozbrzmiewały dźwięki En melody.

 

[Podróże percepcyjne organizowane przez Rząd i Williama Walkera często opierały się na opracowanych przez Komisarzy lub specjalistów Walkera schematach i powtórzeniach.]

 

Dwunasty raz w tym miesiącu – wyliczył w myślach urzędnik Instytutu ds. Talentów Kolejnej Ery, po czym skupił się na uwzględnieniu tego faktu w elektronicznym notesie, który otrzymał od kierownictwa wydziału w nagrodę za sumienne wywiązywanie się ze swoich obowiązków – pracując na rzecz oddziałów rozwoju humanitaryzacji. Dwadzieścia lat w tym urzędzie – warto było – pomyślał, kiedy umieszczał w notesie En melody na czternastym miejscu w rankingu obecności, podlegającemu jego prywatnej biurowej liście przebojów.

 

[Ulubioną zabawą urzędników było wychwytywanie schematów i powtórzeń.]

 

Po chwili skupiał się już jedynie na następnym rozkazie swojego szefa.

 

[Wzorowy urzędnik wiedział, kiedy czynił zło – wobec Bogini Kolejnej Ery i wobec państwa. Tym złem było zaniedbywanie obowiązków pracowniczych.]

 

Jest godzina ósma piętnaście rano. Ta dwójka zapewne zrezygnowała wczorajszej nocy ze snu, aby móc dotrzeć do tego biura o tak wczesnej porze.

 

[Sprawy urzędowe mogły być załatwiane tylko w godzinach porannych – pozostałe godziny przedwieczorne spędzane były w jednej z fabryk Walkera – lub w którymś z państwowych urzędów, jeśli jednostka pracowała dla Rządu – były to bowiem godziny pracy.]

 

Walter zawsze doceniał posłusznych petentów i nauczył się traktować ich dużo przyjaźniej niż przychodzących później obywateli, którzy...

 

[Obywatele pojawiający się w urzędach jako petenci w godzinach późniejszych niż dziesiąta wielu urzędnikom wydawali się podejrzani – musieliby przecież pracować w godzinach nocnych, a to z kolei – według wspomnianych urzędników – oznaczało, że mogli być kryminalistami lub dewiantami.]

 

15.15... To już tak późno? – Spoglądał na zawieszony na ścianie tykający [!], stylizowany na tradycyjny i nie iluzoryczny biały zegar.

 

[Czas wyznaczał tempo życia urzędnika. Obywatele traktowali „czas” jako odpowiedź na niewygodne pytania.]

 

Powinienem już chyba iść do domu. Ta dwójka ma boskie szczęście, że udało im się mnie tu jeszcze zastać – pomyślał urzędnik, zabierając się za dokładne zapoznanie się z pierwszym leżącym pod jego nosem dokumentem.

Tym razem wszystko zawierało się w zaledwie kilkuset prostych słowach. Ich autorką była trzydziestoletnia brunetka, starająca się „dyplomatycznie” śledzić wzrok urzędnika, który przed chwilą spoczął na drzewnej kartce papieru.

 

[Urzędnicy rozumieli fakt istnienia jednostek płci przeciwnej – najczęściej jednak podchodzili do nich wrogo lub z wyraźnym dystansem.]

 

Siedziała na skórzanym fotelu naprzeciwko niego, ale w pomieszczeniu był ktoś jeszcze. Urzędnik nie myślał o nim, patrzył na nią. Mierzył ją i analizował każdy fragment jej ponętnego ciała.

 

[Urzędnicy kochali oceniać – a później porównywać obiekty oceniane do gardzonych przez nich, bądź też ubóstwianych, schematów.]

 

W każdym razie – pomyślał – nie przypomina mi żadnej modelki z ostatniego Rządowego Kalendarza Urody, więc tak średnio... Prędzej porównałbym ją do którejś z tych wytapirowanych ladacznic pozujących do Kalendarza Perfekcji Williama Walkera. O tak! To z całą pewnością kolejne dziecko korporacyjnego horroru tego pieprzonego neokapitalistycznego zboczeńca!

 

[...]

 

Drzewna kartka... W Dzienniku Kolejnej Ery można było przeczytać, że to najlepszy i najdroższy rodzaj papieru dostępny na terenie Perfekcji – w dodatku wyprodukowany przez rządowy Instytut Paulsona – a nie jakieś korporacyjne oszustwo. Petentka musiała zatem wydać na niego co najmniej 37 kuponów – myślał, nie zauważając jeszcze treści płynącej ze znajdujących się na kartce liter, brunatnych i wypalonych techniką opartą na odkryciach Johanna Nikolsona.

 

 

Szanowna Rado!

Na początku chciałabym przeprosić za – z całą pewnością – zbędną długość mojego listu. Wiem, jak istotny jest dla Szanownej Rady czas, dlatego też od razu postaram się przejść do rzeczy.

Jestem złym człowiekiem. Złym i niepotrzebnym. Przepraszam. Nie chcę żyć. Nie chcę i nie muszę. Nie chcę istnieć. I o to proszę w mym liście. Mam siedemnaście lat.

Przepraszam za kłopoty, za stracony czas i energię, którą można było spożytkować, np. na ulepszenie systemu dostarczania sprzętu dla pracowników zajmujących się ekologią percepcyjnych światów.

Kiedy urzędnik Kolejnej Ery przychodził do mnie do salonu, zawsze dokładnie wiedział, co ma robić. Wiedział, gdzie podejść, co wyciągnąć z walizki, jakiej strzykawki użyć, w którym momencie zbliżyć się do okna i do jakiej temperatury podgrzać stojące na ławie probówki. Kochałam czystość białego fartucha i nieskazitelność ochronnych okularów. Nie wierzyłam w miłość, kiedy byłam sama. Teraz też jestem sama.

Piszę to sama i wiem, że robię źle – choć wcale nie dlatego, że chcę odejść. Robię źle, bo widzę twarze Szanownej Rady. Widzę je w tym momencie. Wiem, że Szanowna Rada gardzi moim listem, ale niczego innego nie oczekiwałam. Chciałam, aby Państwo nie mieli wątpliwości i wiedzieli, kim jestem. Jestem niczym. Nikim. Kimś bez wartości i kimś skazanym na porażkę. Czy mogę, świadoma największego kryzysu percepcyjnego w historii Kolejnej Ery, funkcjonować w społeczeństwie nadal?

Proszę, aby jak najprędzej zjawił się w moim salonie urzędnik, który przeprowadzi kasację. Jeśli pod koniec mojej nieudanej egzystencji mogę się zasłużyć czymkolwiek Kolejnej Erze, niech to się stanie. Jestem zła i żałosna. Ale wiem, że zasłużę się, prosząc o śmierć.

Dla dobra Perfekcji.

Malia

PS

Nie chcę wiecznie czuć się winna i usprawiedliwiać się na każdym kroku. Gardzę tym uczuciem – proszę to zrozumieć.


        
(...)"

 

Recenzja Magdaleny Lis:

http://www.radwan.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=671:wiat-ktorego-nie-znasz&catid=47:recenzja&Itemid=213

 

-----------------------------------------------------------------------------------

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/76342/swiat-ktorego-nie-znasz

http://baza.fantasta.pl/ksiazka.php?id=9677

http://nakanapie.pl/swiat-ktorego-nie-znasz-jacek-fuchs-ksiazka,625598